Paweł i Katarzyna, dwoje młodych skierniewiczan, absolwentów SGGW, wybrało się w podróż do Australii i Azji Płd.-Wsch. Jest to ich trzecia wyprawa, której celem jest poznanie odległych zakątków świata tylko z mapą w ręku

Trzy lata temu odwiedziliśmy okolice Darwin, Cairns i Sydney – piszą młodzi podróżnicy. – Naszą drugą wizytę w tym kraju 
zaczęliśmy od Perth na zachodnim wybrzeżu, by stąd udać się na 
południe i wschód kontynentu.
Niestety plany odwiedzenia Exmouth i Coral Bay położonych 1200 km na 
północ od Perth pokrzyżowała pogoda - i nie chodzi o to, ze spadł 
deszcz czy zrobiło się zimno. Z powodu powodzi i zagrożenia cyklonem w
 tej części zachodniego wybrzeża zamknięto drogi prowadzące do tych
 miejscowości.

Mieszkańcy są odcięci od świata, podobnie jak turyści,
którzy zdążyli tam dojechać. Do nas informacja dotarła po drodze, więc 
bezpiecznie wróciliśmy do Perth. Podobne anomalia pogodowe zdarzają się 
ostatnio tez w innych częściach Australii.

Teraz panuje tu lato, więc 
na całym kontynencie powinno być sucho i pogodnie, jednak Queensland
 (nazywany najbardziej wakacyjnym stanem kraju) nawiedzają powodzie.


Australijczycy mają systemy wczesnego ostrzegania o nadchodzących 
ulewach i sztormach, co pozwala na uchronienie się przed 
niebezpieczeństwami.
Czasem wydaje nam się, że nie doceniamy naszego klimatu narzekając na 
zimę i myśląc, jak dobrze mają ci w ciepłych krajach. Zapominamy o tym,
 że oprócz zdarzających się i u nas suszy czy powodzi, ich nawiedzają 
tornada, cyklony, trzęsienia ziemi, tsunami i erupcje wulkanów.



Wprawdzie po drodze zdążyliśmy co nieco zobaczyć i poznać kilka osób,
 ale do głównego punktu nie dotarliśmy. Widzieliśmy pustynię, z której
 wyrastały skalne iglice, niesamowite klify nad brzegiem oceanu, 
zjeżdżaliśmy na deskach po wielkiej wydmie, jedliśmy prawdziwego 
australijskiego grilla, a następnego dnia gulasz z kangura (trafiłem
 na kawałki ogona - smakowało trochę jak kaczka).


Ostatnich kilka dni spędziliśmy na Rottnest Island. To niewielka wyspa 
położona zaledwie 17 kilometrów od Perth. Niewątpliwie największą 
atrakcję stanowią zamieszkujące ją kuoki. Te sympatyczne torbacze 
wielkości zająca i skaczące jak kangury zupełnie opanowały wyspą.
Spotykaliśmy je na każdym kroku, a w nocy nie dawały nam spać wchodząc
pod tropik namiotu w poszukiwaniu jedzenia.

Ale nie tylko dla kuoków
 warto odwiedzić Rottnest. Linia brzegowa to albo skaliste klify, z 
których można obserwować foki lub delfiny, albo zatoczki z 
piaszczystymi plażami, z których każda nadawałaby się do nakręcenia 
filmu o Robinsonie.


Teraz jesteśmy w drodze na południe - trasa prowadzi przez skaliste
 przylądki, lasy eukaliptusowe, winnice i pastwiska, na których poza 
owcami można zobaczyć pasące się kangury.



Ale w Australii - oprócz kangurów - najfajniejsi są sami
 Australijczycy. Są sympatyczni, mili, bezproblemowi, wyluzowani i
 otwarci, pomocni i bezinteresowni, skromni i bezpretensjonalni.
Ogólnie - przeciwieństwo tego co reprezentujemy sobą my, Polacy.
Ulubione i najczęściej powtarzane powiedzenie na Antypodach to "No
worries" albo "How'ya going".

Kiedy na ulicy na dłużej zawiesisz na 
kimś wzrok, odpowie Ci miłym uśmiechem. Patrząc na australijski sposób 
podejścia do życia, ma się wrażenie, że Ci wszyscy ludzie są na 
trwających wiecznie wakacjach. Praca, to dla nich normalne, przyjemne,
 wykonywane z chęcią zajęcie, a nie przymus czy konieczność. Poza tym 
prawie nic nie stanowi dla nich problemu, a większość spraw da się
 załatwić, wszyscy są otwarci i gotowi na ustępstwa.


Ten sposób bycia udziela się chyba wszystkim odwiedzającym ten kraj,
 nam również. Jak dotąd spotykamy samych sympatycznych ludzi. Któregoś 
dnia byliśmy w Fremantle. To taka dzielnica Perth - ładne miasteczko
 portowe.

W drodze powrotnej, w pociągu było bardzo zabawnie: w wagonie 
jechłl taki zakręcony facet ubrany w podniszczone ciuchy, zarośnięty 
na twarzy itd., z gitarą, na której grał. W pewnej chwili, wstał ze 
swojego miejsca, usiadł na środku wagonu i zaczął robić konkurs "jaka 
to melodia": zagrał jakiś kawałek i rzucał pytanie: kto wie co to 
jest? I wszyscy ludzie w wagonie zgadywali! Najlepszy był taki
 70-letni dziadek, który nawet dośpiewywał słowa! Więc było bardzo
 zabawnie. No i wiele innych tego typu sytuacji bardzo pozytywnie nas 
tu zaskakuje.

Ale myśląc o Australii trzeba pamiętać, ze to kraj pełen imigrantów, głównie z Azji, (co szczególnie 
widać na ulicach dużych miast) - a co za tym idzie - wielokulturowy
i wielowyznaniowy.

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Aga (gość)

Zazdroszczę i pozdrawiam, Australia to moje marzenie od lat, pozostanie chyba jednak nie spełnione:-), ale tym młodym ludziom gratuluję odwagi.