Mieszkańcy Łódzkiego w finale programu The Voice Senior [ZDJĘCIA]

Anna Gronczewska
Na taki program czekano od lat. W The Voice Senior możemy usłyszeć głosy tych, którzy skończyli 60 lat, a muzyka i śpiew są dalej ich wielką pasją. Wśród półfinalistów programu są mieszkańcy naszego regionu.

Jedną z gwiazd programu szybko stał się Władek Jarecki, kominiarz z Głowna. Znają go też bywalcy ulicy Piotrkowskiej. Latem Władek śpiewa tam i gra na gitarze. Niektórzy twierdzą, że ma głos jak Elvis Presley.

- Nie nazwałbym się Presleyem! - śmieje się Władek. - Mój głos bardziej przypomina Joe Cockera!

Zasady Voice Senior Polska są proste. Uczestnicy po eliminacjach meldują się na tzw. przesłuchaniach w ciemno. Czterech trenerów, którymi są Urszula Dudziak, Alicja Majewska, Marek Piekarczyk i Andrzej Piaseczny, słucha uczestników, nie widząc ich. Podczas wykonania piosenki mogą nacisnąć na guzik i odwrócić się w fotelu, co oznacza, że uczestnik programu przechodzi do półfinałów. Jeśli odwróciło się kilku trenerów, to miłośnik śpiewania decyduje się, w której chce być drużynie. Władek zdążył zaśpiewać kilka taktów, gdy na magiczny guzik nacisnął Marek Piekarczyk. On jako pierwszy odwrócił fotel. Potem w jego ślady poszedł Andrzej Piaseczny.

- Wybieram Marka, bo pierwszy na mnie postawił! - postanowił Władek.

Jego życie na pewno mogłoby być tematem osobnego programu. Miał trzy miesiące, gdy trafił do domu dziecka. Mieszkał w sierocińcach w Głownie, Pabianicach, Tuszynie. Mówi, że od dziecka kochał muzykę. Jednak zawsze był niepokorny.

- I często zamiast trafić do pokoju z instrumentami muzycznymi i tam ćwiczyć, to musiałem myć kible - przypomina Władek.

Nie był to dobry okres w jego życiu. Miał 18 lat, gdy z domu kultury ukradł gitarę. Nie zrobił tego z chęci zysku, ale właśnie z miłości do muzyki. Bardzo chciał grać na gitarze, a wiedział, że nie będzie go stać, by sobie ją kupić. Na pół roku trafił do więzienia.

- Wstydzę się tego, ale w PRL-u zamykali ludzi, którzy chcieli żyć inaczej, byli trochę z innej planety - twierdzi Władek Jarecki. - Ludzi, którzy tak jak ja kochali wolność. Ja miałem duży posłuch wśród młodzieży. Byłem naturalnym idolem. Nie wszystkim to pasowało. Gdy nadchodził 1 maja czy 22 lipca to mnie profilaktycznie zamykano.

Muzyka cały czas odgrywała ważną rolę w jego życiu. Kiedyś dostał propozycję, by grać w „Czerwono-Czarnych”. Nie zdecydował się. Nie wiedział, czy da się z tego wyżyć. Jego kolega był kominiarzem.

- Powiedział, że to idealna praca dla mnie - śmieje się Władek. - Nie napracuję się, ale zarobię. Tak zostałem kominiarzem. Choć na początku jako kominiarski uczeń biegałem przede wszystkim po gorzałę...

Władek Jarecki dalej jest kominiarzem. Ma zakład w Głownie. Mówi, że lubi swoją pracę.

- Jestem jak ksiądz - dodaje. - Ludzie opowiadali mi o swoim życiu. Zawsze wiedziałem, gdzie sprzedają wódkę, gdzie benzynę.

Życie Władka nie jest usłane różami. Przyznaje, że czasem z własnej winy. Miał wspaniałą rodzinę, ale wszystko zniszczył.

- Krzysztof Krawczyk śpiewa, że po czterdziestce człowiek ma trochę z osła, trochę z psa - przypomina Władek. - To prawda... Grałem w nocnym klubie przy ul. Piotrkowskiej. Zarabiałem więcej niż te dziewczyny tańczące na rurze. Dla jednej straciłem głowę. Byłem dla niej ojcem, miłością. Porzuciłem wspaniałą rodzinę.

Władek cieszy się, że dostał swoją szansę w The Voice Senior. Wcześniej startował m.in. w „Szansie na sukces” i „Mam talent”.

- Za bardzo pyskowałem i nie przechodziłem dalej - śmieje się Władek. - Teraz jestem już statecznym starszym panem. Nie myślę o pyskowaniu. Uspokoiłem się.

W półfinale The Voice Senior znalazły się też siostry Szydłowskie z Łodzi. Krystyna, Elżbieta i Jolanta zaśpiewały „Kwiat jednej nocy” Alibabek. Odwróciły się panie Alicja Majewska i Urszula Dudziak. Siostry Szydłowskie wybrały Urszulę Dudziak.

- Wybrałyśmy panią Urszulę ze względu na elementy jazzowe - tłumaczy Elżbieta Szydłowska. - Ten jazz nam gdzieś w duszy gra. Ale bardzo cenimy Alicję Majewską.

Muzyka siostrom Szydłowskim towarzyszyła od dziecka. Wychowywały się i dorastały na łódzkich Kozinach, w blokach przy ul. Kasprzaka. Ich mama Zofia zajmowała się domem i przepięknie szyła. Miała też zdolności muzyczne. Śpiewała w chórze „Lutnia”, chórze katedralnym. Śpiewała też w tercecie z dwoma koleżankami.

- Jedna miała na imię Krystyna - opowiada Krystyna Szydłowska. - Musiała być bardzo miłą kobietą, bo na jej cześć dostałam swoje imię. My też zaczęłyśmy śpiewać, mama była z nas dumna. Tak jak tata Antoni. Nie należał do wylewnych ludzi, ale gdy odnosiłyśmy sukcesy, to się cieszył.

Dla Krystyny Szydłowskiej muzyka stała się zawodem. Skończyła wyższe studia muzyczne i 39 lat śpiewała w lubelskiej operetce. Losy jej sióstr ułożyły się inaczej.

Kiedy Krystyna stała się zawodową artystką, Ela i Jola zaczęły śpiewać w duecie. Występowały na festiwalach w Zielonej Górze, Kołobrzegu. Z kołobrzeskiego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej przywiozły Srebrny Pierścień i nagrodę ministra kultury. Jola śpiewała potem w zespole Primo Voto.

Jednak ani Jola, ani Ela nie związały swego dalszego życia z muzyką.

- Rodzice chcieli byśmy miały konkretny zawód, byśmy skończyły studia - opowiada Elżbieta. - Lubili muzykę, ale zdawali sobie sprawę, że nie da się z tego wyżyć. Ja skończyłam chemię na Politechnice Łódzkiej. Wiele lat uczyłam chemii w XXIX LO w Łodzi.

Jola długo była związana ze śpiewaniem. Jednak nadeszły ciężkie czasy, zmiany ustrojowe. Uznali z mężem, że to najlepszy czas, by się ustatkować. Najpierw na świat przyszedł Michał, potem Rafał. Obaj są uzdolnieni muzycznie. Michał jako dziecko wygrywał konkursy pianistyczne.

- Muzykami nie zostali - mówi Jolanta Szydłowska-Cichoń. - Może ja byłam za ambitna i za dużo wymagałam. Zdolności muzyczne ma Julia, córka Michała. Może jej się uda?

Jolanta Szydłowska prowadzi teraz bar na Politechnice Łódzkiej. To ona najdłużej się opierała, by wystąpić w The Voice Senior. A na pomysł, by siostry w nim wystąpiły wpadła Justyna, córka Elżbiety. Najpierw udało się jej przekonać mamę, potem ciocię Krysię, przy pomocy jej córki Krystyny.

- Ja najdłużej się opierałam - przyznaje Jolanta. - Lubię mieć wszystko pod kontrolą, zapięte na ostatni guzik. Nie byłam do końca amatorką, śpiewałam na niemałych scenach. To zobowiązuje. Wiedziałam, że mogą mnie oglądać dawni fani i bałam się, że mogę nie sprostać ich oczekiwaniom. Ale w końcu się ugięłam. Nie mogła zawieść sióstr! Mama bardzo by się cieszyła, że razem śpiewamy. Spełniłyśmy jej marzenie!

W półfinale The Voice Senior znalazł się też prof. Mieczysław Gajos, romanista z Uniwersytetu Łódzkiego. Wybrał drużynę Marka Piekarczyka. Bogumiła Kucharczyk-Włodarek, nauczycielka fizyki z Łodzi będzie śpiewać w drużynie Andrzeja Piasecznego. Natomiast Jadwiga Kocik z Tomaszowa Mazowieckiego na swoją trenerkę wybrała Alicję Majewską.

W finale programu zobaczymy siostry Szydłowskie, Władysława Jareckiego, Jadwigę Kocik i Bogumiłę Włodarczyk - Kucharek

Powstała Superliga, UEFA zbanuje kluby?

Wideo

Dodaj ogłoszenie