Chora nie została przyjęta do szpitala Łowiczu

Nasza Czytelniczka jest zbulwersowana postępowaniem łowickiego pogotowia ratunkowego. Twierdzi, że medycy najpierw odmówili pomocy jej schorowanej mamie, która przeszła dwa udary, a gdy po kilkunastu telefonach zgłoszenie wreszcie przyjęto, karetka jechała blisko godzinę.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij
- A to był dopiero początek naszego koszmaru - uważa kobieta, mieszkanka gminy Łyszkowice, która prosiła nas o pełną anonimowość. - Pogotowie wezwałam pierwszy raz około godziny 17. Odmówiono mi twierdząc, że karetka pojechała do wypadku. Polecono mi też, bym skontaktowała się ze szpitalem w Łowiczu. Tam poinformowano mnie, że powinnam zadzwonić po godz. 18. Ostatecznie, kwadrans po 19, przyjęto ode mnie zgłoszenie.

Karetka przyjechała do starszej pani około 20. Chorą zabrano do łowickiego szpitala, skąd przed godziną 22 została odesłana na oddział zakaźny szpitala w Skierniewicach.

- Tam lekarze stwierdzili, że dolegliwości pacjentki nie mają podłoża zakaźnego i o godzinie 2 w nocy odesłali ją karetką do... domu - mówi nasza Czytelniczka, której nie udało się ustalić, kto i dlaczego zadecydował, że starsza pani, wracając ze Skierniewic, nie trafiła ponownie do łowickiego szpitala. - Chcę podkreślić, że stan pacjentki wymagał jednak hospitalizacji, ponieważ aktualnie przebywa ona w skierniewickim szpitalu, do którego trafiła po wizycie wezwanego przeze mnie lekarza. Po zbadaniu chorej wypisał on skierowanie do szpitala - zaznacza.

Dyrektor łowickiego szpitala, Zbigniew Grabowski, nie chce się odnosić do kwestii wysyłania i przyjazdu karetki. Zaznacza, że może wypowiadać się jedynie w sprawie nie przyjęcia pacjentki do szpitala i decyzji o odesłaniu jej do Skierniewic.

- Usługi w zakresie transportu medycznego świadczy Falck.
∨ Czytaj dalej

Nie chcę odnosić się do sprawy wzywania karetki - zastrzega Grabowski. - Jeśli chodzi o kwestię odesłania pacjentki do szpitala w Skierniewicach, to w tej sprawie też raczej nie mamy sobie nic do zarzucenia. Odesłaliśmy tę panią do Skierniewic, ponieważ naszym zdaniem zachodziło podejrzenie, że należy ją umieścić na oddziale zakaźnym.

Dyrektor Grabowski stwierdził też, że w przypadku, gdy pacjentka nie jest ubezwłasnowolniona, o jej stanie zdrowia możemy informować wyłącznie ją samą oraz osoby przez nią wskazane w formie pisemnej.

- Pani przyjechała do nas bez uzgodnienia, nie mieliśmy miejsca, by ją zatrzymać a schorzenie, które było powodem jej przywiezienia, nie okazało się mieć zakaźnego podłoża - tłumaczy Dariusz Diks, zastępca dyrektora skierniewickiego szpitala.

O komentarz w sprawie wyjazdu karetki poprosiliśmy Grzegorza Anioła, dyrektora firmy Falck, która w powiecie łowickim odpowiada za ratownictwo medyczne.

- Działamy wedle ściśle określonych procedur. Nigdy nie jest tak, że pogotowie nie wyjeżdża. Pomocy udzielamy zawsze, gdy z wywiadu wynika, że jest to zasadne - podkreśla dyrektor Anioł. - Nie twierdzę, że wyjazd karetki w przypadku tej pani był bezzasadny, ale w tym samym czasie mieliśmy też zgłoszenie o wypadku w Łyszkowicach. Tymczasem pacjentka, o której mowa, miała biegunkę. Bezpośredniego zagrożenia życia więc nie było.
Anna Wiśnik Anna Wiśnik
źródło: Polska Dziennik Łódzki

Więcej na temat

Komentarze (0)

avatar
Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię